czwartek, 8 sierpnia 2019

"Szybcy i wściekli: Hobbs i Shaw" / "Fast & Furious presents: Hobbs & Shaw" - recenzja filmu

Szybcy i wściekli: Hobbs i Shaw nie zapominają o swoich korzeniach. Pojawiają się tu zaprzeczające prawom fizyki pojazdy, słynne samochodowe dopalacze z nitro (znanym również jako podtlenek azotu) oraz pogadanki o relacjach z bliskimi. Ale mimo to, film Davida Leitcha nie jest dziewiątą odsłoną serii o Szybkich i wściekłych. Hobbs i Shaw to pełnoprawny spin-off, na którym można się świetnie bawić nie znając wszystkich odsłon losów Dominica Toretto i jego rodziny. 


Samochody zdecydowanie schodzą tu na dalszy plan, bowiem w centrum zainteresowania znajduje się pełna fajerwerków relacja dwóch wyrazistych bohaterów: mieszkającego w USA Luke'a Hobbsa (Dwayne Johnson) - funkcjonariusza Departamentu Stanu oraz na wskroś brytyjskiego byłego żołnierza/najemnika Deckarda Shawa (Jason Statham). Panowie po raz pierwszy wspólnie pojawili się w Szybkich i wściekłych 7 (2015) i, bardzo delikatnie mówiąc, nie zapałali do siebie sympatią. Niestety tym razem będą musieli zapomnieć o dzielących ich różnicach i zawrzeć tymczasowy sojusz by pomóc siostrze Deckarda Hattie (Vanessa Kirby) w pozbyciu się śmiercionośnego wirusa. 


Wspólna misja sprawia, że panowie przestają zwyczajowo okładać się po twarzach. Zamieniają przemoc fizyczną na jej werbalną, psychologiczną wersję i przez cały film prześcigają się w coraz to wymyślniejszych inwektywach, przytykach i dowcipach. Łącząca ich nienawiść, tym razem z trudem stłumiona ze względu na powagę zadania, zaczyna przypominać szorstką miłość typową dla bohaterów klasycznych buddy movies. Nic dziwnego, że w anglojęzycznych recenzjach filmu często pojawia się piękny neologizm frenemies. Mimo chwilowego porozumienia oraz wyraźnych podobieństw między bohaterami (skłonność do siłowego rozwiązywania konfliktów, sprawność fizyczna, słabość do szybkich pojazdów czy - proszę wybaczyć dosadność - brak włosów) twórcy filmu usilnie podkreślają dzielące ich różnice. Hobbs i Shaw rozpoczyna się dynamiczną sekwencją z użyciem podzielonego ekranu, dzięki której otrzymujemy wgląd w kontrastujące ze sobą style życia bohaterów. 

Równowagę między nieustannie rywalizującymi ze sobą wulkanami testosteronu zapewnia pełna charyzmy i uroku Vanessa Kirby (znana z roli księżniczki Anny w serialu The Crown), która nie daje się sprowadzić do roli damy w opałach i z łatwością spuszcza manto kolejnym antagonistom. Niestety równą wyrazistością nie może pochwalić się Idris Elba, którego Brixton Lore, mimo mocnych deklaracji bycia "czarnym supermanem", staje się kolejnym przykładem niewykorzystania aktorskiego potencjału Brytyjczyka. 


Hobbs i Shaw za sprawą swojej wartkiej akcji, humoru, imponujących efektów specjalnych oraz przekonujących bohaterów staje się idealnym, wakacyjnym blockbusterem. Choć nieustannie wywołuje typowe dla współczesności wrażenie pt. "gdzieś już to widziałem/łam", potrafi także dorzucić od siebie nową, nieopatrzoną jeszcze niedorzeczność. Hobbs i Shaw nie każdemu przypadnie do gustu - trzeba lubić tego rodzaju przegięte i kuriozalne kino - ale ci akceptujący takie przesadzone światy przedstawione, będą bawić się znakomicie.

Zaszalałam wakacyjnie: 8/10.   

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz